Czy minimalizm ze złotem to nie oksymoron? Takie pytanie zadaje sobie chyba każdy, kto w jednym zdaniu słyszy te dwa słowa. Z mojego punktu widzenia, ergonomisty, chodzi o znalezienie balansu. Złoto samo w sobie jest ciężkie wizualnie. Jeśli dodamy do tego jeszcze krzykliwe formy, mamy przepis na ból głowy – i to dosłownie, bo nadmiar bodźców męczy nasz mózg, a to przekłada się na napięcie mięśni karku i ramion. Kluczem jest więc minimalizacja formy i ilości, a jednocześnie maksymalizacja jakości wykonania i komfortu użytkowania. Testowaliśmy krzesła z subtelnymi, złotymi akcentami – na przykład cienką, złotą ramką wokół oparcia – i okazało się, że te, które miały dobrze wyprofilowane siedzisko i oparcie (głębokość siedziska minimum 45 cm, wysokość oparcia minimum 50 cm, a najlepiej z regulacją odcinka lędźwiowego), zdecydowanie lepiej sprawdzały się w długotrwałym użytkowaniu, niż te, które stawiały tylko na wygląd.
Pamiętajmy, że złoto ma przyciągać wzrok, ale nie może nas oślepiać. Ma być akcentem, a nie głównym punktem programu. Wybierajmy meble, które przede wszystkim są funkcjonalne i wygodne, a złote detale traktujmy jako wisienkę na torcie. Sprawdzajmy też, z jakiego materiału są wykonane złote elementy – galwanizowane powierzchnie są trwalsze i odporniejsze na ścieranie niż te malowane. Po dwóch latach testów mogę śmiało powiedzieć, że tapicerka o klasie ścieralności powyżej 40 000 cykli Martindale, w połączeniu z subtelnymi złotymi nóżkami, to przepis na mebel, który będzie cieszył oko i kręgosłup przez długi czas.
Najczęstsze pytania o: Minimalizm Ze Złotem
Teksty z tym tagiem pisane są przez specjalistów z praktycznym doświadczeniem — nie przez copywriterów przepisujących specyfikacje ze sklepów.

