Suszenie liści niby prosta sprawa, ale diabeł tkwi w szczegółach. Nie chodzi tylko o to, żeby nie spleśniały. Ważniejsze jest, żeby zachowały kolor i kształt. Testowałam chyba wszystkie metody – od książek, przez prasę, po glicerynę. Powiem wam tak: to, co działa w Pinterestowych willach, niekoniecznie sprawdzi się w bloku z lat 70.
Klucz? Cierpliwość i przewiew. Liście muszą oddychać, inaczej zakwitną, zanim zdążysz je położyć na komodzie. Metoda „na książkę” dobra, ale tylko z użyciem papieru śniadaniowego albo bibułki. Inaczej farbują kartki na amen. Gliceryna działa, ale pamiętajcie o proporcjach. Za dużo i liście będą ociekać tłuszczem. Testowane na fikusie benjamina – tragedia. No i uwaga na temperaturę suszenia. Kaloryfer odpada. Przerabiałam to w zeszłym roku na klonach – wyszły brązowe i kruche. Szukajcie chłodnego, przewiewnego miejsca. I nie spieszcie się.
Najczęstsze pytania o: Jak suszyć liście
Tag ten obejmuje materiały z dziedziny, którą redakcja MoodRoom.pl testuje regularnie — nasze wnioski mogą się różnić od opinii sponsorowanych portali.